|
|
Głównie rzeczy znane skądinąd, ze szkoły na przykład, miło sobie jednak przypomnieć (rzeczy nie szkołę). W każdym razie to atrakcja obejrzeć takie najprawdziwsze romantyczne zestawienie, żywcem tu przepisane, kartka za kartką, z podręcznej książeczki kogoś, kto żył sobie prawie półtora wieku temu. Znajdzie się tu też trochę tzw. literatury "obszarów trzecich". Dodam, że sztambuch był własnością Klementyny z Potockich Miączyńskiej.
Uwaga, uwaga! Na koniec dorzucam jeszcze (dla wytrwałych) przygarść XIX-wiecznych wierszy, jak podejrzewam raczej nieznanych.
* * *
Kotki i myszy
Była koteczka i kotek, Młoda para - do pustotek Igraszek, skoków, jedyna.
Takie stworzeńka chować nienowina. Więc się chowały w pańskiej komnacie; Miały śniadanie, obiad, kolacię.
Wszelką wygodę I swobodę Machać koziołki Przez stoły, stołki Wieczór i z rana Bawić Panią i Pana.
Gdyż nad wszystkie zwierzęta Najweselsze są kocięta... I w kochaniu kot najskliwszy, Kiedy ślipki przymrużywszy Koteczkę myje łapkami A ona myje kocura. Gołąbki zanic z swemi pieszczotami, U kotów skliwsza natura.
Myszy siedząc pod podłogą, Z podziwienia wyjść niemogą, Że je teraz nikt nie straszy. - Kto ma straszyć? - jedna rzeknie, Znam państwa kotów, bywam na kaszy. O jak tam dobrze, jak pieknie! O jaki grzeczny jegomość! A jejmość jeszcze grzeczniejsza! Radzę zawiązać znajomość; Bo potwarz najnikczemniejsza, Że to są wrogi odwieczne. Przecież wrogi nie są grzeczne: Drapią, gryzą i dławią; A te karmią i bawią...
Trzeba żyć z niemi, to nam się przyda, Bronić nas będą, gdy przyjdzie bieda Na nasze schowki i nory. Wszak to nie zwykłe koty, lecz Angory, Z długim włosem na nich skórka, U łapek nigdzie pazurka.
Ta przemowa w gronie myszek Dodała wszystkim ochoty, Że wyskoczyły z komyszek, Dzielić kocie pustoty; I równo z niemi To po stołach, to po ziemi, Wyprawiać obiady, bale, Jak w karnawale.
Już ta zażyłość trwała czas długi, Ale że pani myszy nie lubiła, Więc raz rzekła do sługi: Czemuś koty skarmiła? Tyle myszy w mej sypialni! Ziadły mydło w gotowalni.
Owoż gdy kotkom i kaszy i mleka Ujęto - srogość powróciła sercu; I naraz w wirze żwawego walczyka, Cap! tuzin myszy ziadły na kobiercu.
Dwa stare szczury Widziały to z dziury, I rzekły: dobra nauka! niechaj mysz kota nieszuka; Czy się Angorą czy Maćkiem zwie, Zawsze ją zie!
*
Jeśli się rzucę, kędy rozpacz ciska, Będą łzy na szaleństwo, na niewdzięczność skarga, Bo Wam mniej widne te czarne chmurzyska, Nie słychać z dala wichru, co tu liny targa, Grom, co tu bije, dla Was tylko błyska.
I razem ze mną pod strzałami gromu, Co czują inni, uczuć chcieliby daremnie! Sąd nasz, prócz Boga, nie dany nikomu. Chcąc mnie sądzić, nie ze mną trzeba być, lecz we mnie.
Ja płynę dalej, Wy idźcie do domu.
*
Do xxx
Witaj młody przyjacielu, Niechaj pośród cnót Twych wielu Przewodniczą do starości miłość ojczyzny - ludzkości. Na cienistej życia drodze Niedaj pośliznąć się nodze. Oprzej myśl Twą na WIECZNOŚCI... A przy Bóstwa opatrzności Wzleci dusza Twa wysoko, A myśl przeniknie głęboko; Obejmie wszystkich rozumy, Będzie postrachem dla dumy; Słowo podobne iskierce Zapali płomieniem serce; Wtedy rozumnie i mężnie Urągaj carom potężnie. Przelej myśl swą w drugich serca, By każdy ludów morderca Zadrżał przed ich wszechwładztwem, A ludzkość zwała się bractwem.
*
Z listka wisząc u słabej kołysał się nici: Ta i on równie słabo do światła przybici!
*
O łza ta nie jest gorzka, gdy w obecne troski Przyszłego w niebie szczęścia miesza nektar Boski: Czułość ją u ludzkości wylewa ołtarza. Gorzką trucizną sączą tylko łzy zbrodniarza.
*
Święta miłości kochanej Ojczyzny Czują Cię tylko umysły poczciwe Dla Ciebie zjadłe smakują trucizny Dla Ciebie więzy pęta nie zelżywe.
*
Zczerniałe sterczą zwaliska na górze, Cichy to widok, lecz Sercu nie niemy, Lecą popchniete ręką czasu burze, Tak wszystko mija, tak i my miniemy.
*
Nadgrobek J. W. Ignacemu Miączyńskiemu. Deputatowi Do Cesarza Napoleona. Umarłemu w Wiedniu. 21 Października r. 1809. Na Piramidzie wyryty.
"Gdy zrucić niemogł z Braci Okowów Miączyński. Przeżyć niechciał ich więzów. Legł iak Katon Rzymski!"
Na drugiej stronie Piramidy.
"Arrete Voiageur. Contemple un Caton Polonais!"
*
I ten szczęśliwy, kto wśród zawodu Legł świetnym wiedzion zapałem; Bo jeśli poległ on ciałem, Dał innym szczebel do sławy grodu!
*
Dlaczego krzyczę ostrożnie z ogniem?
Dla tego krzyczę, bo ognie zbyteczne, Zniszczą i ziarno, co ma strzelić w plonie. Ostrożnie z ogniem, wszak nie wszystko wieczne, Niechaj on wolno tleie w naszym łonie.
Niech nas nie bodzie, chęć skora i marna: Te co na skronie mamy włożyć wieńce; Jeszcze się z laurów nie wykloły ziarna: Ostrożnie z ogniem męże i młodzieńce!
Ostrożnie z ogniem, ognia przyiaciele, Sam się on w sercach pomału rozgrzeie; I kiedyś żarem swobody wystrzeli, I łzy osuszy i ziści nadzieie.
Ostrożnie z ogniem, polscy gospodarze: Niech kraj swoj kochać uczy ojciec syna; I chwalić Boga. A w wielkim zegarze Gromem uderzy zbawienia godzina /1841/
Ne misceantur sacra profanis.
*
Pogrzeb Murada Baszy w Alepie.
-'Chór Mollahów'- Za łaską Allaha - z ciemności tumanu Giaur prawdę obaczył przy świetle Koranu, Dziś w rzędzie wybranych go liczem; I w świętej Islamu pogrzebion jest ziemi, Pod cieniem cyprysów odpocznie z wiernemi, Z zwróconem ku Mekce obliczem! Już duch doszedł rajskiego siedliska, Gdzie źródło rozkoszy bezprzerwnie wytryska I z każdą powiększa się chwilą, Już roje Huryssek czekają zebrane, I pierze łabędzie, i usta różane Z uśmiechem ku niemu już chylą!
-'Chór Renegatów'- Mąż to był lwiego serca, mąż orlego rodu Na błoniach Ostrołęki, w górach Siedmiogrodu Sława Bema wiecznie trwa; Czynów jego rycerskich sierocy świadkowie Składamy wieńce laurów na tej orlej głowe Na tem wielkiem sercu lwa!
-'Głos Polski'- O! ty biedny synu moj! Na dziecięcą twoją skroń Swiętego kapłana dłoń Lała chrztu świętego skroń. Dziś nie Boży tobie dzwon Nie kościelnych hymnów dźwięk Lecz Mollahów sprośny jęk Na samotny zabrzmia zgon! Bóg niech sądzi żywot twój! A tu - za zasługi twe Ja ci rzewną daję łzę O! ty biedny synu mój.
-'Duch Bema'- Dawnych mąk, świeżych zgryzot znikła gorycz cała Słodkiem syna imieniem matka mnie przezwała W jej głosie przemówiły polskich serc miliony A jej łza poświęciła grób niepoświęcony O! może ta łza jedna za wieczności progiem Będzie orędowniczką przed ojców mych Bogiem I może........ Bo wiesz matko - o! ty której łono Tylekroć już zabójczym mieczem przebodzono - Jak ciężkie obce więzy, gorzkim chleb tułaczy, I do jakich przepaści wtrąca wir rozpaczy! Ty wiesz żem nie przez dumę, ni chęć marnej sławy Lecz na to - by z twym wrogiem bój odnowić krwawy I pod obcym sztandarem służyć sprawie bratniej - Chwycił za półksiężca, jak za lont armatni!...
-'Pielgrzym Chrześcijanin'- Straszny, wielki jest gniew Twój - lecz większe jest Panie Łaski Twojej zmiłowanie! Nieodepchnąłeś Piotra, choć w ciężkiej potrzebie Potrzykroć zaparł się Ciebie! Przebaczyłeś łotrowi, gdy w skonania dobie Pokornie westchnął ku Tobie! Zwróć więc i na zaprzańca litościwe oko, Jeśli żałował głęboko, Bo straszny, wielki gniew Twój - lecz większe jest Panie Łaski Twej zmiłowanie.
/KS/
*
Choć miękko wychowany, i z rodu bogaty, Alem syn cierpliwości, przywdziałem jej szaty Na pierś, w której hyeny przemieszkiwa smiałość; Za obuwie na nogi, włożyłem wytrwałość.
/1833/
*
Z rozbitey oyczstey łodzi przez morza żegluiąc fale Rozbiegliśmy się losu rozegnani ręką Ale litość los nasz słodzi Dla nas męka nie iest męką Kiedy wspoł-rodaków żale Kiedy ich litość nad nami Dzieli się z bliznim nawet cierpieniami
/w poniedziałek 24. List. 833 r./
*
Trzydziestą drugą zaślubin rocznicę Obchodzim dzisiaj. Vivant Państwo Młodzi! Ile więc kropel mieszczą te szklanice, Niech tyle jeszcze rocznic sie obchodzi!
I niech co roku przy podobnym święcie Dziadka z Babunią otoczą wnukowie, Z zięciem z synową, i znowu ich zięcie, Pijąc kochanych dziadostwa zdrowie!
*
Znam ja Was, każda piosnka Wajdeloty Nieszczęście wroży, jak nocnych psow wycie. Mordy, pożogi, Wy śpiewać lubicie: Nam zostawiacie chwałę i zgryzoty.
Jeszcze w kolebce Wasza pieśń zdradziecka Na kształt gadziny obwija pierś dziecka I wlewa w duszę najsroższe trucizny, Głupią chęć sławy i miłość Ojczyzny.
Ona to idzie za młodzieńcem w ślady, Jak zabitego cień nieprzyjaciela: Zjawia się nieraz w pośrodku biesiady, Aby krew mieszać w puhary wesela. - Poszła jak echo od głazu Precz niedołężna przepadnij Wszak łatwiej myślą nakazu Odjąć zimny hart żelaza Jak uczuciami prawemi Wniknąć w serca polskiej ziemi.
*
Straszna to chwila, w której duch rozkręci Za iednym razem cały zwoj pamięci, y w iedną drobną kroplę czasu zleie Życia bolesne i zwodnicze dzieje! Kto nie nawidzi, kocha się lub boi, Temu za piekło jedna chwila stoi. Cóż on czuł wtenczas, gdy trapiące dusze Wszystkie od razu wycierpiał katusze? Chwila spoczynku, śród potoku zdarzeń, Kto zliczy ile mieści wyobrażeń? Bo choć dla czasu zdaie się nicością, Ona dla myśli iest całą wiecznością. Bo nieskończone, niezmierne cierpienie Może w myśl iedną zgromadzić sumienie, Y w iednej chwili wycierpieć od razu Bole bez końca, nadziei, wyrazu!
/1835/
*
Pani Felicia Winnicka, córka jej Celina Winnicka, krewna ich panna Antonina Łączyńska, Elżbieta Michałowska, Klementyna Miączyńska, mała córka Alfonsyna Miączyńska - wysłuchwawszy w święto Mszy o 5-tej z rana w Kościele Katedralnym Lwowskim szły na Górę piaskową pod Wysoki Zamek, dla użycia pogodnego poranku w początkach czerwca 846.
Spotkały chłopca nie dużego w odzieniu lichem, boso biegnącego, z butem w ręku, widocznie niósł naprawiwszy go komuś mającemu weń wystroić się w święto. Miał w ręku kilka róż żółtych świeżo rozkwitłych. Wyż wspomniane kobiety zwykle na wsi mieszkające, nie widziały jeszcze tej wiosny róż rozkwitłych, przebywając w mieście, zawołały na chłopca: "daj nam te róże, damy ci sześć grajcarów".
Chłopiec zwolnił kroku i z zamiłowaniem przyglądał się kwiatkom. Elżbieta rzekła: "widzicie dusza poetyczna, woli świeże róże jak grosze". Drugie zawołały: "damy ci 12 grajcarów, daj róże". Chłopiec się wstrzymał. "Otóż twój poeta" - śmiano się z Elżbiety. Chłopiec się zbliża, daie róże mowiąc: "Ja dam ale darmo" - każda w książkę od nabożeństwa jedną różę zchowała.
[róża, już nieco podeschła, maleńka, mająca wraz z całą łodyżką jakieś 10 cm, zachowała się w sztambuchu po dziś dzień - przyp. Kocibrzuch]
*
Lud nigdy nie był Narodem i dotąd nie może zapragnąć zostać Narodem. Szlachta przestała być Narodem, a przekłada najnikczemniejsze ostatki przywilejów nad usiłowanie zostania wraz z Ludem niepodległym narodem. Za każdym odnawiającym się pokoleniem, wyradzają się dusze wzniosłe, które nie mogąc znieść życia, w tem ogólnem zpodleniu, miasto pozbycia onego samobójstwem, rzucają się na pastwę wrogom, czyniąc rozpaczliwe usiłowania wskrzeszenia Ducha Polski.
*
Kobieto świata, salonowa tęczo, Tobie grzmią bale, tobie uczty dźwięczą, Dla Ciebie świateł i złota połyski, Wieniec roskoszy, westchnienia, uściski, Jako w jesieni przy jagodach ptacy, Koło ust Twoich latają próżniacy, Płoche Twe myśli głosisz obcą mową, Próżność oblekasz jak szatą godową, Całem Twem szczęściem kapelusik nowy, A Twoim światem stolik herbatowy. Kobieto modna, Tyś jak z płótna kwiatki, Ni serce w Tobie kochanki, ni matki, Poety marzeń nie płosz swem oddechem, Twój uśmiech fałszem, miłość Twoim grzechem.
*
Gdy chcesz wiedzieć, co to chowa Nasza przeszłość w swojem łonie, Jako stara sława płonie, To jedź bracie do Krakowa.
Jeśli poznać chcesz zabawy, Serce niewiast, świat ochoczy, Gładkie słówka, piekne oczy, To jedź bracie do Warszawy.
Jesli myśl ci przyjdzie mylna, Zwątpić w przyszłość i swobodę, Wówczas bracie jedź do Wilna, Poznać z chartem dusze młode.
Lecz gdyś w świecie trochę pożył, I zatęsknisz już do ludzi, Czystych jako Bóg ich stworzył, To się przypatrz im na Żmudzi.
*
Gdy zegar życia bić zacznie W roskosznej wiosny godzinie, Mile, krótko i nieznacznie Strumień dni szczęśliwych płynie, Lecz gdy się z ranka żałuje, Już południe ulatuje, Już wieczór, już nocne cienie, Wtenczas ja pytania robie, Co w tak krótkiej dobie? Człowiek zostawia po sobie? Co go przyidzie szukać w grobie? Wspomnienie, tylko wspomnienie!
*
Patrzaj! widzisz, to gracze zaciekli, Zgarbieni, zbledli, z okiem w stół wkopanem, Swą duszą z ciała ku kartom uciekli, I świecą liczem i czołem miedzianem, Ich dusze w kartach, a ciało bez chęci, Woli i czucia w darze dla ludzkości, Jako pijawkę zgryzot dla pamięci, Jak ogryzione psom rzucili kości.
*
Gdy przykrej pracy poświęciłeś chwile, A chciałbyś po niej wytchnąć sobie mile, W dobranym gronie, chcesz odpocząć cały, Wybierz śmiało Oczesaty.
Tę lubą ustroń zamieszkuje cnota, Wdziękiem ujmuje niewinna prostota, Polską szczerością oddycha dom cały Bodaj, to Oczesaty!
W gmachach książęcych nieznajdziesz swobody, Sami tam jeńcy przesądów i mody, Tam w cenie złoto, to ogród wspaniały, Przyiemne są Oczesaty.
Kiedy jesienne nadejdą już pory, Wszedzie są długie, tam krótkie wieczory, Zły humor rozpędzi gospodarz zbyt dbały, Takie są Oczesaty.
Kiedy rozstania godzina wybije, Choć ci łza smutku źrenicę okryie, Słodkiem wspomnieniem przejmujesz się cały. Opuszczając Oczesaty.
*
Źle mnie w złych ludzi tłumie Płaczę, a oni szydzą; Mówię, nikt nie rozumie; Widzę, oni nie widzą!
*
Dla kochanka i kochanki Dosyć domku pustelnika.
*
Te zamki połamane, zwaliska bez ładu, Zdobiły cię i strzegły, o niewdzięczny Krymie! Dzisiaj sterczą na górach, jak czaszki olbrzymie, W nich gad mieszka lub człowiek podlejszy od gadu.
*
W ścisniętym szyku, w odwodzie stali Dzicy Wirginii, nad nimi, Sztandar wolności, podobny fali Igra z wiatrami lekkimi.
Któż na ich czele, któż do swobody Dzieciom przyrody przywodzi? To on! Puławski, przez lądy, wody, Bronić wolności przychodzi.
Na wzgórku stanął, wsparł się na broni, A w zadumaniu głębokiem, Myślą krainy przeszłości goni, Puszcza się zdarzeń potokiem.
Czasem go wyrwie z marzenia nocy, huk spiżu z murów Sawanny, Okrzyk do szturmu, lub gdy pomocy Przyzywa towarzysz ranny.
W ten czas się ocknie, lecz potem wróci Do dawnych myśli i znowu Żałosnym wzrokiem po niebie rzuci I myśli powierzy słowu:
Błędny obłoku, z kąd żeś się ziawił? Czyś Polską żeglował stroną? Powiedz mi, powiedz, czyś ją zostawił Swobodną, czy ujarzmioną.
*
Patrzay Ignasiu! Patrzay to Pułaski Dobry Polak - Polak z Bożey łaski. Nie wielki tytuł! Lecz bądź tylko takim, iak był Pułaski, cnotliwym Polakiem.
*
Śpiewy z przedstawienia teatralnego danego w Stanisławowie na dochód Gwardyi Narodowej dnia 8 Października 1848 przez Mikołaja Bołoza Antoniewicza
-Pieczarka (śpiewa)-
Ei pił kuba do Jakuba Jakób do Michała; Wiwat Ty, wiwat Ja Kompania cała Akto nie wypije Tego we dwa Kije Łupu, cupu! cupu łupu!! Tego we dwa kije!!
Szklanka miodu to nie zbytek To się u nas rodzi, Z własnej ziemi to napitek, Kieszeni nie szkodzi! Kto dziś wino pije Tego we dwa Kije. Łupu cupu etc.
Kto Burgundzkim i Szampanem Swe zastawiał stoły; Widać tylko że był panem, Dziś jak bizon goły. Kto dziś wino pije etc.
Śmieszna duma z przodków sławy, Choć jak szereg długi; Dziś powinien człowiek prawy, Własne mieć zasługi! Kto bez zasług żyje etc.
Czy to Polak, rusin, słowak, Dzisiaj każden bratem; Lecz nas dwoją, bo się boją, By nie wzięli batem. Niech braterstwo żyje Kto nas dwoi - w kije. Łupu etc.
Tylko w zgodzie żyi Narodzie Porzuć dawne wady! A odzyskasz co niezgodą Stracili pradziady! Kto w niezgodzie żyje, Są na tego kije Łupu - cupu
Pod nakryciem dobrej chęci, Często śpi obłuda; Tu cię głaszcze, a tam kręci Czy się skubnąć uda? Kto dziś fałszem żyje Tego etc.
Wszystko jawno, szło niedawno Dziś się wielu kryją; Ej do Licha, czy nam z cicha Butów gdzie nie szyją! Kto nam buty szyje, Tego etc.
Przyjacielu! woła wielu, Lecz to wyraz marny; Wszak Cię ściska, kłania z niska, Także żółto-czarny! Kto pod nami ryje, Na tego są kije etc.
Gdzie się obróć, pełno krzyku Dźwigaj kraj w potrzebie; Miłość bratnia na Języku, A w sercu dla siebie! Kto dla siebie żyje Tego etc.
Zdiął tużurek, wdział móndurek Bo to ma powaby; Musztra, warty - ów gra w karty I mówi że słaby! Kto się w służbie kryje Tego we dwa kije Łupu cupu etc.
*
Boże Oycze Twoje Dzieci płacząc żebrzem lepszej doli, Rok po roku marnie leci my w niewoli - my w niewoli
Słowa Twoje nas uczyły: Każden włos wasz policzony Boże policz te mogiły Te płaczące matki, żony.
My już tyle krwi przelali Że nią zmyte Oyców grzechy My już tyle łez zpłakali Że nie stanie łez pociechy.
*
Listki z wieńców zdobiących trumnę Szczepana Hoszowskiego, zabitego w Stanisławowie 27 kwietnia 1848, podczas kociej muzyki wyprawionej niektórym urzędnikom przez drobnych uczniów, rozpędzanej kolbami i bagnetami przez żołnierzy pułku piechoty pod nazwą arcyks.
Stefan Hoszowski, ośmnastoletni wyższych szkoł uczeń, nadszedłszy gdy żołnierz chłopczyka małego bił, wyrwał temuż karabin, za to od innych żołnierzy powalony na ziemię i leżący kolbami zabity.
Z wielką okazałością, przy nadzwyczaj licznem zgromadzeniu ludności miasta i okolicy pogrzebiony 30 kwietnia.
*
Płacz; lecz niestety boleść przypomnienia Nas samych trawi, a nic w koło nas nie zmienia!
*
U stóp moich kraina dostatku i krasy. Nad głową niebo jasne, obok piękne lice; Dla czegoż stąd ucieka serce w okolice Dalekie, i niestety! jeszcze dalsze czasy?
*
Toast Władysława Syrokomli na obiedzie w Poznaniu 10 Czerwca 858.
Gdy ziemię naszych Ojców na troje rozdarto Gdy Wisłę rozdzielono z Wilija i Wartą, Nie mogły w bratniej uczcie jednej Matki Syny Posypać sól Wieliczki na chleb Ukrainy, Niemógł brzęknąć przymierzem pobratany starem Puhar miodu Kruszwicki z Litewskim puharem. Jak więźnie osadzeni każdy w innej celi, Krew naszą i łzy nasze osobnośmy leli. Przez nieugięte kraty i przez grube ściany Nawet jęk nie dochodził, gdy brat był smagany. Co się dzieje przy Warcie, przy Wiśle, przy Niemnie, Tylko po bolu serca czuliśmy wzajemnie. Tylko wiatr albo obłok jaśniejszej postaci Przenosił pozdrowienie od braci o braci. I gdyby nie ta wiara wspólnego kościoła, I gdyby nie nadzieja, co rozjaśnia czoła, Gdyby nie wspólna mowa, która nas kojarzy, Jużby bracia braterskich nie poznali twarzy, Lecz nadto silny węzeł dolę naszą splata, Po miłości ku Matce rozpozna brat brata. A jeżeli bratni pielgrzym zawita z daleka, Pewnie go chleb gościnny, pewny uścisk czeka, Nie rozerwą uścisku choć potrójne siły. Nie rozdzielą granice, co wieki spoiły.
Stoję dziś między wami, ja pielgrzym szczęśliwy, Pozdrawiam, leśny Litwin, Wielkopolskie niwy Z rozrzewnieniem, jakiegom dawno nie doznawał, Dziękuję wam za chleba gościnnego kawał, Za serca staropolskie, do podziału skore, Za cześć niezasłużoną, którą od was biorę. Dziękuję za wzruszenia, których mam tak wiele, Zawiozę je na Litwę i z braćmi podzielę. A gdy się Litwa dowie, żeśmy zawsze swoi, Że jeden cel przed wami i przed nami stoi, Że w sercu mamy jedność, choć podział na karcie, Myśl w myśli, ramię znajdzie w ramieniu oparcie, Odnowim zapomniane Jagiełłów przymierze I odżyjem w miłości, nadziei i wierze.
Miły dola dziś na mnie obowiązek kładzie, Wznosząc dziękczynny toast na waszej biesiadzie, Niechaj wam dziś życzenia mej Litwy wysłowię, Pijąc w imieniu Litwy Wielkopolan zdrowie.
*
Pewien magnat, słowem że magnat nielada, Coto dobrze pija, jeszcze lepiej jada, Chcąc po objedzie użyć przyjemnego chłodu, Zszedł do ogrodu. I gdy się tam widokiem przyrodzenia poił, Tak sobie roił: "Jak mnie też bawi ta tłuszcza uliczna, Co ją to martwi, byle zmiana polityczna, Co do mnie, zdania nie zmienię. Strawność żołądka nad wszystko cenię. I każdy z rozsądnych mi przyzna, Że owo bóstwo 'Ojczyzna' Jestto czyste urojenie. Bo gdy spoczywam pod tych drzew chłodem, Gdy mi ta ziemia jak wprzódy chleb rodzi, Co mi do tego, kto tam po niej chodzi, I kto tam rządzi narodem". Wtem świnia, co w poblizkiej kałuży leżała, gdy już wszystko wysłuchała, Rzekła: "Jaśnie Panie! Słowo w słowo moje zdanie".
*
Niczem jest klęska wiosek albo grodów - Cała kraina w mogiłę zapadła. Ach, kto litewską duszę mógł uchronić Pójdź do mnie, siędziem na grobie narodów Będziemy dumać, śpiewać i łzy ronić.
* * * * *
Poezja z listów różnych wieku XIX-ego wyszperana
Wiek złamał siły - osiwiały skronie - I świat z mamiącej odarty ułudy, Za zwodny śmiech kolce otkwił w łonie, I gorzki żywot dał za marne trudy.
Zda się w tym tłumie obcy świat i ludzie: Nam kiedy słodko dłoń z dłonią kojarzyć, Jestże ułuda? Bodaj w tej ułudzie Wytrwać bez zmiany, śnić błogo i marzyć.
/1873, Karol Mecherzyński/
*
Alexandrze, żem twój druh, to już rzecz nienowa - Lecz szczera, jak Kozacze serce, myśl i mowa. Idąc praojców śladem - co lubię, to mówię - Alexander i Michał, dwaj dobrzy druhowie. To dla mnie gadka miła - wszystkim to powiadam. Dziś, w dzień twoich imienin i tobie to gadam. Po Kozaczu ci życzę: żyj zdrów długie lata. Służ Bogu i Ojczyźnie, i pracuj dla świata. Płatałeś szablą wraże łby nieprzyjaciela - Dzisiaj weź Agnus Dei i Krzyż Zbawiciela. Jak dawniej wskocz na konia; stań przed ludzkie roty - Z Krzyżem w ręku nas prowadź; na miecze, na groty. Jak zbijem Moskwę, Niemca, a Polskę zbawiemy - My ciebie, Alexandrze, Prymasem zrobiemy. Na skronie Króla Lachów włóż ludzką Koronę - Potem skończ w szczęściu życie już błogosławione.
/1839, Michał Czajkowski do Aleksandra Jełowickiego/
*
Bajka szczupaczki i ich matka.
Młode szczupaczki pytały raz matki: "Co to robić, rybaki gdy zaciągną siatki?". Ta im na to rzecze: "Dzieci, Kiedy rybaki zaciagaja sieci, To jeszcze wolne miejsce jest na przodzie, Lecz oni będą straszyć tam po wodzie. O też słuchaj, dziatwo droga, W ten tylko sposób rąk unikniesz wroga. Choć tam puka, Choć tam stuka, Nie uważaj, każdy wprzod; To nie zajmie was niewod".
/1837, Antoni Gorecki do Aleksandra Jełowickiego/
*
Epigramma
Pan Jan zaczyna swych wierszy czytanie, Dajmy mu z góry oklaski, Bo potym nie będziem w stanie, Gdy zaśniemy z jego łaski.
/1824, Antoni Gorecki/
*
Ciężar życia
Nikt w świecie pod ciężarem życia by nie dożył, Gdyby Bóg go na lata i dni nie rozłożył. Nie dźwignie człowiek dębu zwalonego w lesie, A dziecię w drobnych szczypkach do domu go zniesie.
/1850, Franciszek Morawski/
*
Jest to zaiste wielka łaska Boża, Żeś powstał znowu z smiertelnego łoża; I oraz dowód potężnej natury, Która Cię leczy sama po raz wtóry. A przytem piękny dowód dla potwarzy, "Że nie potrzeba lekarstw ni lekarzy". Lub przykład sztuki homeopatycznej. Iż dość powąchać z daleka likworów, które parują z kuchenki aptycznej; I patrzyć zbliska na kilku doktorów, Aby się wydrzeć Kostusinej łapie, I znów cygara smolić na kanapie.
/1866, J. Brodowicz do Adama Potockiego/
*
Miłość malarzem
Widziałem chłopca, co go zwą miłości bogiem, Jak za malarskim siadł trójnogiem I cudzym kunsztem malarza Jednym rzutem bóstwo stwarza. Lice rumieńcem ukrasił, Ogień oczu łzą przygasił, A taki wdzięk ustom dać umiał, że się sam zdumiał. Ach, gdyby był na tym skończył, Możebym ją tylko lubił, Lecz z wdziękami dobroć złączył i tym mnie zgubił.
*
O jak podobny Lucynie Ten mały strumyk co płynie, Jej to obraz oczywisty, Bo i tak spokojny i czysty.
Ale te brzegi zielone Biegiem jego rozdzielone, Są moich nieszczęść obrazem, Zawsze blisko, nigdy razem.
|